Wszystkie »

  • Wpisów:19
  • Średnio co: 107 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 20:12
  • Licznik odwiedzin:1 942 / 2159 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
http://isabel-i-lucas.blog.onet.pl/ Mój drugi blog. Proszę o komentarze
 

 
Będę kontynuować blog, ale na następną notkę będziecie musieli poczekać, bo za niedługo wyjeżdżam więc mam mnóstwo spraw na głowie.
 

 
Mam do was pytanie: chcecie żebym nadal kontynuowała tego bloga czy wolicie sie mnie pozbyć? Tylko prosze szczerze
  • awatar Delenowiczka: dalej
  • awatar nowa<3: oczywiście kontynuuj :D Musę nadrobić bo dawno nie byłam:)
  • awatar Rosalie ღ: Nadal pisz .! Nie po to ci wymyśliłam mowy rozdział .! NIE możesz skończyć Jak chcesz jakieś nowe pomysły zapytaj :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Leżałam wciąż na posadzce, krew spływała jak moje słone łzy. Wiedziałam, że to długo nie potrwa, zastanawiałam się czy Ian będzie o mnie pamiętał gdy umrę. Nagle w oddali ujrzałam czarną postać. „O nie to pewnie Nathaniel. Pewnie chce mnie dobić” – pomyślałam że łzami w oczach. Już szykowałam się na cios gdy nagle postać zaczęła krzyczeć do mnie.
- Nina!! Nina otwórz oczy!! Proszę cię!! – Chwycił mnie w ramiona i potrząsał mną. Dopiero teraz spostrzegłam, że to Ian. Mój kochany Ian. Wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. Tam oczyścił moje rany i położył do łóżka.
Rano gdy się ocknęłam Ian cały czas siedział przy mnie, trzymał mnie w ramionach i delikatnie głaskał mnie po włosach.
- Kochanie, powiedz mi co się stało – odrzekł szeptem. Spojrzałam na niego, na wspomnienie o tym w oku zakręciła się łza.
- Nathaniel… on… on znęcał się nade mną… on… on mnie zgwałcił – przy ostatnim słowie rozpłakałam się. Czułam że Ian zdrętwiał.
- To niemożliwe, nie zrobiłby tego. Znam go, on taki nie jest – powiedział z niedowierzaniem. – Nina powiedz mi prawdę.
Spojrzała na niego z zaskoczeniem.
- Nie wierzysz mi? To naprawdę był Nathaniel! – Krzyknęłam z płaczem.
Wstał z łóżka i ruszył ku drzwiom. Odwrócił się do mnie.
- Kiedy przemyślisz to daj mi znać. To nie był Nathaniel – powiedział oschle i wyszedł.
Nie mogłam w to uwierzyć. Leżałam osłupiała na łóżku. W moich ciemnych oczach zabłyszczały łzy. Nie mogłam w to uwierzyć. „On mi nie ufa, myśli że go okłamuje. Wierzy mu a nie mi”- zaczęłam głośno płakać.
Tymczasem Ian, dotarł już do Grill’a, usiadł przy barze.
- Whisky poproszę – odrzekł do barmana oschle. Miał zamiar się upić. „A co jeśli Nina mówi prawdę?” – myślał. Nie wiedział co robić. Napił się, wtedy właśnie do Grill’a weszła Caroline. Podeszłą do niego z rozgniewaną miną, zdaje się że była u Niny.
- Jak mogłeś?! Ona mówi prawdę! – krzyczała po nim.
- Jezu, dziewczyno uspokój się – powiedział spokojnym głosem.
- Ty wiesz co ty w ogóle mówisz? Jak możesz jej nie wierzyć? Tylko temu całemu Nathanielowi.
- On by czegoś takiego nie zrobił – odrzekł popijając whisky.
- Nie no nie wierze. Ręce opadają – powiedziała kręcąc z niedowierzaniem głową. Wtedy do Grill’a weszła Bonnie. Caroline od razu do niej podbiegła i przyprowadziła ją do Iana.
- Weź mu coś zrób, bo ja go zaraz uduszę – powiedziała wściekłym tonem.
- Najpierw się uspokój – powiedziała spokojnie po czym zwróciła się do Iana. – Mogę ci pokazać co zdarzyło się tamtego wieczora. Skoro nie wierzysz Ninie.
Pokazała mu wczorajszy wieczór. Widział Nathaniela jak znęcał się nad Niną, jak ją gwałcił. Był przerażony i wściekły na niego a zarazem na siebie, że nie ufał jej.
- Muszę ją przeprosić. Boże.. jeśli ona mi nie wybaczy… nawet nie chcę o tym myśleć. Idę – powiedział i szybko pobiegł do domu.
Tymczasem …
Nie mogłam już dłużej leżeć i płakać. Postanowiłam wyjść z domu. Ubrałam zwiewną sukienkę i poszłam do ogrodu za domem. Była piękna pogoda. Słońce mocno świeciło, wiaterek lekko powiewał. Usiadłam na ławeczce i spoglądałam w niebo.
Usłyszałam krzyk:
- Nina!! Nina gdzie jesteś?
To był Ian. Pewnie znów chciał mi robić wyrzuty. Spojrzała smutnym wzrokiem w jego stronę. „Już zauważył, że jestem w ogrodzie. No to się zacznie” – pomyślałam i westchnęłam. Podbiegł do mnie i usiadł obok mnie. Odwróciłam wzrok w inną stronę.
- Kochanie, kochanie proszę wybacz mi. Powinienem był ci ufać od początku. – powiedział ze smutkiem – wybacz mi.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
- Nie wierzyłeś mi, tylko jemu. Wiesz jak ja się czułam? Jakbym była dla ciebie kimś obcym – mówiłam to płacząc. Widziałam jak Ian coraz bardziej żałuje. Gdy się rozpłakałam, nie mógł wytrzymać, przytulił mnie do siebie.
- Kochanie proszę, wybacz mi. Bez ciebie moje życie nie ma sensu. – powiedział z przejęciem w głosie. Kołysał mną i głaskał po plecach. Nie wiedziałam czy mogę mu wybaczyć. Bardzo mnie zranił.
- Ian.. nie wiem czy mogę ci to wybaczyć.. kocham cię, ale bardzo mnie zraniłeś – powiedziała łkając.
- Nina, proszę cie – uklęknął przede mną – proszę wybacz mi. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
- Ian.. – chciałam coś powiedzieć, ale nagle usłyszałam śmiech za sobą.
- Proszę proszę, czyżby ci nie wierzył?
To był Nathaniel. Znów zachciało mi się płakać. Ian błyskawicznie wstał i osłonił mnie.
- Odczep się od niej. Nie waż się jej dotykać – powiedział zaciskając zęby Ian.
- Zobaczymy.. – Podbiegł do nich i…


Ciąg dalszy nastąpi …
 

 
Rozdział 11 „ Bal założycieli ”

Po incydencie zaistniałym pięć dni temu przed domem, Ian nie spuszczał ze mnie wzroku. Było to bardzo nużące i krępujące. Nie odstępował mnie na krok, gdy miałam pójść do Fell’ów zarzekł się, że pójdzie ze mną. Na nic były moje protesty, w ogóle mnie nie słuchał. Tak przebiegały kolejne dni. Siedziałam sobie teraz w salonie i spoglądałam przez okno na szalejącą na dworze ulewę. Na całe szczęście dzisiejszego dnia Ian musiał solidnie zapolować. Dziś wieczorem miał odbyć się bal założycieli, co z jednej strony mnie cieszyło a z drugiej martwiło. Uwielbiałam bale, jednak na tym miał być Paul. Na same wspomnienie jego imienia skóra mi cierpła. Nie chciałam całego dnia przesiedzieć w domu sama, wyjęłam komórkę z kieszeni spodni i wybrałam odpowiedni numer. Po kilku sekundach w komórce rozległ się kobiecy głos:
- Hallo ? – Spytała Caroline.
- Hej Caroline, to ja Nina. – Powiedziałam serdecznym głosem .
- Nina? Ale super, że dzwonisz! Dawno się nie odzywałaś. Co się z Tobą działo? – Spytała swym radosnym głosem. Jak dobrze było usłyszeć, że jest szczęśliwa, eh.. przynajmniej ona.
- Tak to ja, przepraszam, że tak dawno nie dzwoniłam, miałam mnóstwo spraw na głowie. Słuchaj.. miałabyś ochotę wpaść do mnie?- Spytałam cichym głosem, nie byłam pewna czy się zgodzi. Jednak ona była jeszcze bardziej radosna niż przedtem, co mnie uradowało.
- Oczywiście, że tak! – prawie pisnęła z radości do telefonu. – Zadzwonię do Kathriny, będzie tak samo uradowana jak ja. Wpadniemy do ciebie tak koło drugiej dobrze? – Spytała z ekscytacją w głosie.
- Nie ma sprawy, wpadnijcie o drugiej i tak jestem sama w domu. – Powiedziałam z westchnieniem.
- Naprawdę? Myślałam, że Ian jest z tobą? – Dała mi do zrozumienia, ze jest wyraźnie zaskoczona.
- Ian musiał pilnie wyjechać, więc jestem sama do wieczora.
- To super – powiedziała radośnie. – To do drugiej, pa.
- Pa – powiedziałam serdecznym głosem i się rozłączyłam. „Eh.. do drugiej jeszcze 2 godziny, co ja mam teraz robić?” Pomyślałam z westchnieniem. „ Przecież nie mogę tak siedzieć i nic nie robić” Nie napylając się długo, zabrałam się do sprzątania domu. Nie zajęło mi to dużo czasu, tylko pół godziny. Zrobiłam, więc dla siebie coś do zjedzenia. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Kilka minut później pozmywałam brudne naczynia. Nie mając nic więcej do roboty usiadłam na kanapie i zaczęłam oglądać telewizję. Czas bardzo szybko mi upłynął, nawet nie spostrzegłam jak nadeszła godzina druga. Wyłączyłam telewizor gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Zwinnym ruchem je otworzyłam.
- Hej! Już jesteśmy! – Powiedziała donośnym głosem Caroline i rzuciła mi się na szyję.
- Hej, dawno cię nie widziałam – powiedziała radosnym głosem Kath i mnie przytuliła.
- Nawet nie wiecie jak się cieszę, że was widzę. – Powiedziałam z ulga w głosie. – Tęskniłam za wami.
- My za tobą też – powiedziała Caroline.
- Usiądźcie w salonie, ja pójdę zrobić cappuccino – rzekłam z szerokim uśmiechem na twarzy. Miałam im tyle dopowiedzenia. Gdy ja robiłam kawę dziewczyny siedziały w salonie. Po krótkim czasie wróciłam do przyjaciółek. Postawiłam przed nimi kawy i usiadłam na fotelu.
- opowiadaj co się u ciebie działo przez ten czas – powiedziała Caroline podekscytowana.
- Eh…. Mój związek z Ianem się układa, ale jest problem Paulem – przełknęłam slinę – on… on prawie by mnie zabił gdyby nie Ian.
Kath otworzyła szeroko oczy. Caroline natomiast aż podskoczyła.
- Naprawdę?? Co za potwór! – Odrzekła Caroline poirytowana.
- To mu nie może ujść na sucho – dodała Kath.
- Ian teraz nie odstępuje mnie ani na krok, troche zbyt bardzo się tym przejął – odparłam z westchnieniem i napiłam się kawy.
- On się po prostu o ciebie boi – rzekła spokojnym głosem Kath.
- Chcę dziś pójść na bal, Iana nie będzie aż do wieczoru, więc pójdę sama – powiedziałam wyglądając przez okno.
- A co jeśli Paul się tam pojawi i coś ci zrobi?? – Zapytała przerażona Caroline. Uśmiechnęłam się do niej.
- On i tak tam będzie, a nie zrobi mi nic przecież będzie tam mnóstwo osób z rady, nie martw się – rzekłam pocieszająco.
Spojrzałam na zegar.
- O matko! Przegadałyśmy pięć godzin! Za godzinę zacznie się bal ! – Podskoczyłam jak oparzona.
- To my już pójdziemy – powiedziała spokojnie Kath.
- Tak, papa kochana – dodała Caroline z uśmiechem.
- Cześć dziewczyny – pożegnałam się z nimi. Gdy wyszły szybko pobiegłam na górę po sukienkę i kosmetyczkę . Wbiegłam do łazienki. Gdy już zrobiłam sobie makijaż i fryzurę włożyłam moją dopasowaną czarną sukienkę. Zostawiłam Ianowi kartkę z informacją gdzie jestem, tuż potem pojechałam autem na bal.
Na miejscu było mnóstwo ludzi. W tłumie zauważyłam Paula, żołądek podskoczył mi do gardła a w gardle zrobiło mi się sucho. Ruszyłam przed siebie udając jakby nic się nie stało. Podeszła do mnie Pani Fell.
- Witaj moja droga, cieszę się że przyszłaś – powiedziała z gościnnym uśmiechem.
- Witam panią, oh musiałam przyjść – rzekłam z odwzajemnionym uśmiechem.
Bal przebiegał spokojnie, Paul ani razu się do mnie nie odezwał, co było bardzo podejrzane, ale nie zwracałam na niego uwagi. Nagle ktoś się pojawił na Sali. Od razu spostrzegłam że to wampir. Żaden człowiek nie ma takiej gracji w ruchach. Podszedł do mnie i lekko się skłonił.
- Witaj, jestem Nathaniel. Przyjechałem tu na życzenie pani Fell – rzekł czarującym głosem – wyglądasz przepięknie, Nino.
Spojrzałam na niego zdziwiona:
- skąd znasz moje imię? Przecież nigdy się nie spotkaliśmy?
- Ależ spotykaliśmy się – odrzekł czarująco i spojrzał mi w oczy – w naszych snach. Czy mogę prosić cię do tańca?
- Oczywiście – powiedziałam z lekkim uśmiechem. Poprowadził mnie na środek Sali. Chwile później tańczyliśmy wśród innych par.
- Powiedz mi czy masz już kogoś? – Zapytał cały czas spoglądając mi w oczy.
- Tak, jestem z Ianem – odparłam z uśmiechem. Wiedziałam, że Ianowi to by się nie spodobało.
- Ah tak, no oczywiście – rzekł z uśmiechem – ten Ian zawsze potrafi wywalczyć cuda – dodał spoglądając na mnie uwodzicielsko.
Speszona odsunęłam się od niego.
- Ja już musze iść – powiedziałam zakłopotana i ruszyłam w kierunku wyjścia.
- Poczekaj! – Zawołał i mnie dogonił. – Mogę cię odprowadzić? – Zapytał szarmancko.
- Jeśli chcesz – powiedziałam nie pewnie – ale to się nie spodoba Ianowi – dodałam zakłopotana.
Nie odpowiedział mi tylko się uśmiechnął. Coś mi nie pasowało, ale nie dałam tego po sobie poznać. Całą drogę do domu nie odezwałam się ani słowem. Co było najdziwniejsze on wiedział gdzie mieszkam, teraz miałam jeszcze większe obawy. Gdy dojechaliśmy Nathaniel otworzył przede mną drzwi samochodu. Wysiadłam i ruszyłam w kierunku drzwi domu.
- Poczekaj! – Zawołał i szybko mnie dogonił. – Zabawa dopiero trwa – dodał z łobuzerskim uśmiechem i przygwoździł mnie do ściany domu. Gdy chciałam krzyknąć zakrył mi dłonią usta.
- Ciii kochana, bo jeszcze twój ukochany usłyszy – powiedział złośliwie. Byłam przerażona, gdy zaczął rozpinać sukienkę, próbowałam mu się wyrwać ale to nic nie dało. Jeszcze bardziej się nakręcił. Starałam się krzyczeć, ale Iana i tak w pobliżu nie było. „Czemu los tak bardzo mnie każe?” pomyślałam ze łzami w oczach. Gdy już skończył się nade mną znęcać wstał i rzekł:
- Mam wiadomość dla twojego Iana : to jeszcze nie koniec – po tych słowach odszedł w ciemny las. Ja natomiast leżałam przed domem zakrwawiona, zgwałcona. Płakałam na marmurowej posadzce, czułam się nie warta. Czułam że uchodzi ze mnie życie. Zamknęłam oczy czekając na śmierć…
Ciąg dalszy wkrótce!!
  • awatar nowa<3: dodałam nowy odcinek zapraszam:)
  • awatar nowa<3: jak Paul tak mógł:) proszę dodaj już kolejny bo nie mogę się doczekać:)czekam już cały tydzień i nic:)
  • awatar Rose^^: boski :) wb a jeśli ci się spodoba dodaj do znajomych xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
 

 
NASTĘPNY ROZDZIAŁ W KRÓTCE ( JESTEM W TRAKCIE PISANIA GO )
 

 

Koszmar wywołał u mnie głośny krzyk. Obudziłam przy tym Iana. Zerwał się z łóżka i w błyskawicznym tempie przytulił mnie. Zaczął mną kołysać bym się uspokoiła. Szeptał mi do ucha czule:
- Spokojnie, jestem przy tobie – przytuliłam się do niego, z mych oczu popłynęły słone łzy. – Ciii.. to był tylko koszmar… nie płacz… - niepokój przepełniał jego głos. Wiedziałam, że nie powinnam tak płakać, bo martwię Iana, ale nie umiała powstrzymać napływających łez. „Dlaczego wciąż śni mi się Paul? Dlaczego w każdym śnie próbuje mnie zabić?” Na te pytania odpowiedzi nie znałam. Te sny nie są przypadkowe, coś się zdarzy niebawem, i to nie będzie nic miłego.
Gdy mniej więcej po krótkiej chwili się uspokoiłam spojrzałam na Iana zapłakanymi oczami.
- Co ci się przyśniło? – Spytał czule, głaskając mnie po włosach.
Zawahałam się. Przecież nie mogłam powiedzieć Ian’owi o tym, że przyśnił mi się Paul jak mnie atakuje. Od razu by się domyślił, że wczorajsze zdenerwowanie jest powiązane z Paul’em. – To był tylko zwykły koszmar, jak zawsze. – Powiedziałam nie patrząc w oczy ukochanemu. Ujął moją twarz w dłonie i spojrzał w moje szkliste oczy. Z jego spojrzenia można było wywnioskować, że nie uwierzył w moje słowa.
- Kłamiesz.. – powiedział cichym spokojnym głosem. – Widzę to w twoich oczach. Powiedz mi co tak naprawdę ci się przyśniło.
Westchnęłam. Na prawdę nie miałam zamiaru opowiadać mu koszmaru.
- Zaatakował mnie wampir.. – powiedziałam cichym głosem. Ian nie wypuszczał mojej twarzy z rąk. Starałam się przyjąć taki wyraz twarzy świadczący o tym, że mówię prawdę.
- Znasz tego wampira? – Spytał spokojnym tonem głosu.
- Nie, nie rozpoznałam jego twarzy. – Powiedziałam bez zająknięcia. Miałam nadzieję, że Ian mi uwierzy. Chwilę wpatrywał się w moje oczy, lecz sądząc po jego wyrazie twarzy nie wyszukał kłamstwa. Wzięłam głęboki wdech. – Chodźmy spać, jutro mam dużo pracy, w końcu wieczorem jest bal. – Powiedziałam sennym głosem. Tak, pracy z Paul’em. Przerażającym Paul’em. Bardzo bałam się jutrzejszego dnia i konwersacji z nim. Nie mogłam go unikać, a także powiedzieć o tym Ian’owi. Wpadłby w szał. Chciałam uniknąć tego za wszelką cenę.
- Dobrze, chodźmy spać – powiedział kładąc się na łóżku. Poszłam w jego ślady, ułożyłam wygodnie głowę na miękkiej poduszce i okryłam się płachtą. Zamknęłam oczy i pogrążyłam się w śnie.
Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie. Ubrałam się, przygotowałam śniadanie dla siebie i dla śpiącego jeszcze Iana. Miałam jeszcze chwilę czasu więc poszłam do salonu, usiadłam wygodnie na skórzanej kanapie i włączyłam wiadomości. Mówili o mieszkańcach Denville, zabitych prze zwierzę. Dobrze wiedziałam, że to nie był atak zwierzęcia tylko wampira. Wiedziałam także, że to na pewno był Paul. Ta myśl przyprawiła mnie o deszcze. Gdy tak rozmyślałam usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Obróciłam się nerwowo. Odetchnęłam z ulgą gdy spostrzegłam, że to Ian wchodzi do salonu. Jego twarz ozdabiał promienny uśmiech. Jednak szybko zniknął. Mój ukochany spostrzegł moją minę. W błyskawicznym tempie usiadł koło mnie i spojrzał na mnie.
- Wszystko w porządku ?- Spytał zaniepokojonym głosem.
- Tak, nie masz się o co martwić – powiedziałam bezbarwnym głosem. Odwróciłam głowę w przeciwną stronę, jednak on wziął ją w dłonie i spojrzał mi w oczy. Nie doszukał się kłamstwa, więc nie naciskał. Cały dzień spędziłam w posiadłości Fell’ów. Dziś Paul nie przyszedł, co bardzo mnie uradowało. Jednak coś tu nie pasowało, starałam się to ułożyć w logiczną całość, ale nic mi nie przychodziło sensownego do głowy. Po zakończeniu przygotowań wsiadłam do samochodu i pojechałam. W pewnym momencie mój telefon zawibrował. Odebrałam go. W słuchawce usłyszałam głos.
- Czekam na ciebie – powiedział basowy baryton. Dorzuciłam od razu telefon. Ręce trzęsły mi się niczym galarety a tętno przyspieszyło. Cała drogę do domu przejechałam zastanawiając się nad tym kto na mnie czeka. Gdy już dojechałam wysiadłam z auta. Przy drzwiach dostrzegłam Paul’a, on widząc mnie w błyskawicznym tempie zastąpił mi drogę.
- Nie ładnie tak rozłączać się – powiedział z rozbawionym, jak i groźnym tonem.
- Nie mam ci nic do powiedzenia – powiedziałam stanowczo, maskując strach, który mnie ogarniał. Zaśmiał się złośliwie.
- Ale ja mam ci coś do powiedzenia.. – powiedział rozbawionym głosem. Spojrzał mi w oczy. – Chciałem ci powiedzieć, że sny to był dopiero początek.. teraz czas na następną część zemsty…
- przy tych słowach chwycił moją rękę i brutalnie ja złamał. Szok przyćmił ból, jednak po krótkiej chwili da się we znaki. Nie wytrzymałam, musiałam krzyknąć. Padłam na ziemię i zwijałam się z bólu. Modliłam się, by ktoś mi pomógł. Paul pochylał się nade mną by złamać mi drugą rękę, gdy wtem ktoś odrzucił go na bok. Złamanie nie mogło się zrosnąć, gdyż kość przebiła skórę. Krew wylatywała z rany, kropla po kropli. Usłyszałam przeraźliwy krzyk. Dochodził z gardła Paula. Spostrzegłam, ze jakaś postać go zraniła. On jednak podniósł się i w błyskawicznym tempie zniknął. Wybawca podszedł do mnie, wtedy zorientowałam się, że to Ian przyszedł mi z pomocą. Ucieszyłam się na jego widok. Kucnął przy mnie i nastawił mi rękę. Usłyszałam krzyk, byłam zdziwiona, że dobiega właśnie z mojego gardła. Zabandażował mi nogę i usztywnił. Spojrzał na mnie troskliwym i wystraszonym wzrokiem.
- Jak się czujesz? – Spytał troskliwie.
- Strasznie mnie boli ręka – powiedziałam przez zaciśnięte żeby.
- Zabiorę cię do domu i napijesz się krwi, to cię postawi na nogi – powiedział czule. - to nie ujdzie mu płazem.. – powiedział groźnym głosem – pożałuje …. – po tych słowach wziął mnie na ręce i pobiegł ze mną do domu.
 

 

Mrok nocy spowijał całą okolicę. Ulice tego nadzwyczaj hałaśliwego miasteczka, teraz wyciszone, tylko szelest wiatru i dźwięki sowich głosów przerywały ogarniającą miasteczko ciszę.
Wybierałam się jak zwykle na polowanie, w końcu nie mogę przez cały czas kraść krew z pobliskiego szpitala i w pewnym momencie zorientowaliby się, że zaczyna ubywać torebek z krwią. Krew zwierzęca nie przypadała mi do gustu, lecz chcąc nie chcąc musiałam przejść na „ dietę” zwierzęcą. Ian nie cierpi tego rodzaju pożywienie, więc został w domu. O tej porze najwięcej zwierzyny mogłam znaleźć w pobliskim lesie. Nie zastanawiając się dłużej, ruszyłam w kierunku pobliskiego cmentarza( znajdował się na skraju lasu). Całą drogę spędziłam na rozmyślaniu. Dom zmarłych również ogarniał mrok. Byłam tylko ja i moje myśli, sam na sam z ogarniającymi mnie ciemnościami. Zimny wiatr z północy przywiódł zapach ciepłej krwi młodego jelenia. Ruszyłam w stronę źródła zapachu. Zwierzę skubało trawę na skraju lasu, przyczajona jak drapieżnik. Gdy już miałam skoczyć, za plecami usłyszałam szelest. Zwinnym ruchem odwróciłam się za siebie… to co zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach. Był to Paul umazany krwią, trzymający w ręce złamana gałąź. Jego wyraz twarzy świadczył o tym, że był w świetnym humorze. Podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy.
- Witaj, Eleno… nie spodziewałem się ciebie tutaj o tak późnej porze – spojrzał na mnie swym jakże tajemniczym jak i złowieszczym uśmieszkiem. Przeszywał mnie jego bystry , sprytny wzrok.
Na jego widok nogi przywarły mi do ziemi, były jak pnie drzew twarde i nieruchome. Paul widząc moja reakcję uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jego oczy spoglądały na mnie, wędrując z miejsca na miejsce. Gdy odzyskałam na powrót kontrolę nad nogami cofnęłam się o metr.
- Czego ty chcesz? – Spytałam. Mój głos przesiąknięty był strachem. Paul podszedł bliżej i okrążył mnie dwa razy uśmiechając się przy tym. W pewnym momencie stanął.
- Hm… cóż, jak to już wspominałem chcę zemsty. A ty mi w tym pomożesz. – Uśmiechnął się.
Spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem.
- W niczym ci nie pomogę – powiedziałam hardym głosem. W moich oczach błyszczały iskry złości. – Odejdź stąd i nigdy nie wracaj.
Paul jedynie się zaśmiał. W jego oczach widać było, że nie ma zamiaru mnie posłuchać.
- Nigdzie nie wyjadę, a żeby rozzłościć mojego szanownego braciszka zrobię to… - rzucił się na mnie powalając mnie na ziemię. Wbił kołek w ramię po czym przesunął nim wzdłuż ręki. Rana sięgała mięśni. Ból jaki zadawała był nie do zniesienia. Wylewały się strugi ciepłej, czerwonej krwi. Spojrzał na mnie. – To dopiero początek… - po tych słowach wbił kołek w serce.
Ocknęłam się przerażona, krople potu przemieszane z łzami spływały mi po zaczerwienionych policzkach. Mój oddech był przyspieszony. Z wrażenia aż usiadłam na łóżku. Sypialnię wypełniał mrok nocy. Rozejrzałam się dookoła. Chwilę później mych uszu doszedł zaspany głos Iana.
- Co się stało? - Spytał. Gdy zauważył spływające łzy, przeraził się. – Płaczesz? – Wziął mnie w swe ramiona, po czym lekko kołysał.
- Miałam straszny koszmar… - powiedziałam starając uspokoić swój oddech. Wtuliłam twarz w umięśniony tors ukochanego. Zaniepokojony Ian jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Co ci się przyśniło?- Spytał zaniepokojonym głosem.
Byłam w stanie wydusić tylko jedno słowo:
- Paul – powiedziała mocno przytulając się do Iana. Spodziewałam się jego reakcji, najpierw zamarł, a potem powiedział hardo:
- spokojnie, nawet cię nie tknie. – Pocałował mnie w rozgrzane czoło. Wiedziałam, że to dopiero początek, ten sen nie będzie jedynym. Jednak moje sny sprawdzały się w niektórych przypadkach… tego bałam się najbardziej, by i w tym przypadku się nie spełnił. Po chwili milczenia Ian rozluźnił uścisk i spojrzał na mnie, po jego wyrazie twarzy można było sądzić, że zachowuje spokój jednak w oczach czaił się lęk. Lęk przed dalszym przebiegiem zdarzeń. Jednak zachowaniem nie dawał tego po sobie poznać.
- Chodź spać, jutro czeka nas pracowity dzień – powiedział spokojnym głosem. Spojrzałam na niego uważnie mu się przyglądając. On jednak tylko się uśmiechnął.
- Dobrze, chodźmy spać – powiedziałam spokojnym głosem. Położył się na łóżku i wyciągnął ręce przed siebie w zapraszającym geście. Uśmiechnęłam się tylko i ułożyłam się w jego umięśnionych, nagrzanych ramionach. Chwilę później pochłonęła mnie fala snu.
Następnego dnia, słonce było wysoko na niebie. Za oknem ptaki ćwierkały wesoło, a szum liści uspokajał umysł. Obudziłam się w ramionach śpiącego jeszcze Iana, ostrożnie rozplątałam, złączone ręce, tak by się nie obudził. Zeszłam z łóżka zwinnym ruchem. Tanecznym krokiem ruszyłam w stronę łazienki. Po pewnym czasie wróciłam przebrana. Miałam na sobie ciemne dżinsy, białą sięgającą bioder bluzeczkę na ramiączkach. Włosy uczesane rozkładały się w ładzie na plecach. Gdy rozejrzałam się po sypialni, spostrzegłam, że łóżko jest puste. Wtem zza moich pleców mych uszu doszedł głos wesołego Iana.
- Jak się spało? – przytulił mnie do siebie śmiejąc się wesoło. Obróciłam się do niego przodem, by móc patrzeć na jego twarz.
- Bardzo dobrze – powiedziałam wesoło. Jednak nadal pamiętałam sen. Uśmiechnął się do mnie.
- To się cieszę – pocałował mnie namiętnie. Po chwili zaśmiał się. Zdziwiona spytałam.
- O co chodzi? – Spojrzałam na niego.
- Za parę minut zaczynają się przygotowania do balu jak dobrze pamiętam. – Mówił wesoło się uśmiechając. Aż podskoczyłam, wzięłam szybko torebkę i wybiegłam. Zanim pojechałam krzyknęłam:
- miłego dnia! – Ian tylko się zaśmiał, czym prędzej wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę domu burmistrza.
Dojazd zabrał mi kilka minut. Zaparkowałam koło innych samochodów. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę stojącej przy wejściu Kelly Fell( burmistrzowa). Gdy do niej podeszłam powiedziałam:
- bardzo przepraszam za spóźnienie. – Powiedziałam skrępowana.
- Spóźniłaś się tylko parę minut, chodź wszyscy już są w środku. – Powiedziała serdecznie pokazując ręką w zapraszającym geście. Weszłam do środka. Po posiadłości, krzątało się mnóstwo osób, wszyscy byli pochłonięci przygotowaniami. W pokoju gościnnym dostrzegłam siedzących na sofach członków rady przygotowawczej. Pośród nich dostrzegła uśmiechniętego od ucha do ucha Paul’a. przed moimi oczami ukazał się sen, ogarnął mnie strach, lecz nie dałam tego po sobie poznać. Usiadłam w wolnym fotelu i nie zwracałam na niego uwagi. Po zakończonej rozmowie, ruszyliśmy wszyscy przygotować posiadłość. Miałam do dekorowania ogród z tyłu domu, na moje nieszczęście musiałam być w zespole z Paul’em. Oboje ruszyliśmy w kierunku ogrodu. Trzymałam się od niego jak najdalej mogłam, lecz on cały czas się przybliżał. Zaczęłam rozwieszać światełka na ozdobnych drzewkach gdy wtem koło mnie pojawił się Paul. Przemówił swym mrożącym krew w żyłach głosem.
- Wyspałaś się? – uśmiechnął się złośliwie.
- Co cię to obchodzi – powiedziałam zdenerwowana. Jeszcze szerzej się uśmiechnął.
- Widzę, że sen mi wyszedł. – Zaśmiał się złowrogo. Odwróciłam się do niego.
- A więc to twoja robota. – Powiedziałam ostro.
- Tak moja… coś nie umiesz się obronić.. gdybym chciał dawno byś nie żyła… ale będę się bawił- zaśmiał się złowrogo – tak długo aż mój braciszek wymięknie.
- Odczep się od nas! – Powiedziałam wściekła.
- Heh – prychnął – to dopiero początek… - zniknął za drzewami.
Cały dzień spędziłam u Fell’ów, do domu wróciłam wieczorem, zmęczona. Ian przygotował jedzenie oraz krew bym nabrała sił. Nie miałam zamiaru mówić mu o konfrontacji z Paul’em. Po kolacji udałam się do łazienki. Gdy wróciłam zauważył, że jestem podenerwowana. Znalazł się naprzeciwko mnie.
- Co się stało? – Spytał spoglądając mi w oczy.
- Nic, chodźmy spać. – powiedziałam kładąc się na łóżku. Znalazł się obok mnie.
- przecież widzę, że coś się stało. – Spojrzał mi w oczy.
- Naprawdę nic się nie stało, jestem tylko zmęczona po dzisiejszej pracy – powiedziałam spokojnym głosem. Ian wziął mnie w ramiona i zaczął kołysać do snu. Po krótkiej chwili zasnęłam.
Otaczał mnie mrok, byłam sama w wielkim domu. Iana nie było, wyruszył na polowanie. Leżałam na naszym wielkim łóżku. Nie potrafiłam zasnąć, więc postanowiłam, że pójdę do salonu. Gdy zeszłam spostrzegłam siedzącego mężczyznę. Pomyślałam, że to Ian więc podeszłam do niego. Gdy ujrzałam jego twarz, krzyknęłam. Paul stanął i powiedział:
- zemsta będzie słodka- rzucił się na mnie z obnażonymi zębami…
 

 

Przez całą drogę do posiadłości milczeliśmy. Przez twarz mojego ukochanego przebiegało mnóstwo emocji: złość, strach, nienawiść... znałam je bardzo dobrze. Me serce się kroiło na widok jego smutku. Wiedziałam jedno, muszę działać:
- Ian, wszystko będzie dobrze- spojrzałam mu prosto w oczy.- Uwierz w to.
Ian przytulił mnie do swojego serca i z czułością w głosie rzekł :
-Ciężko mi w to uwierzyć, znam Paul’a i wiem, że nie rzuca słów na wiatr. Na sama myśl o tym, że mógłby cię zranić…- przerwał zaciskając blade dłonie, próbował odrzucić od siebie tę myśl- …nie, tego bym nie zniósł. Te rozważanie mnie prześladuje.- przytulił mnie do siebie jeszcze mocniej, przez co nie mogłam oddychać.
- Czy mógłbyś proszę rozluźnić ręce, nie mogę oddychać- ledwo wyrzuciłam z siebie te słowa. Wykonał prośbę bez wahania .- Ian umiem o siebie zadbać, na prawdę nie masz się czym…- przerwał mi.
- Właśnie, że mam się czym przejmować. Paul jest nieobliczalny, zdolny do wszystkiego. Jeśli czegoś chce do na pewno tego dokona.- Mina mojego ukochanego, przypominała człowieka skazanego na śmierć. Przyłożyłam me dłonie do jego policzków. Nasze oczy się spotkały.
- Wszystko jakoś się ułoży, a teraz proszę zapomnijmy o tym incydencie a szosie.- Powiedziałam spokojnym głosem. Kiwnął głową zgadzając się ze mną.
Tygodnie mijały spokojnie, zapomnieliśmy o Paul’u i jego chęci zemsty. Cieszyłam się szczęściem, aż do owej felernej nocy…
 

 

Ciąg dalszy…
Zaskoczona spojrzałam na Iana trzymającego w ręce otwarte pudełko z pierścionkiem.
- Tak, wyjdę za ciebie- powiedziałam z radością w głosie. Ian wyciągnął pierścionek z pudełka i wsunął mi go na palec. Był prześliczny, zrobiony ze szczerego złota, na środku widniał diament wielkości pazura u małego palca. Nie mogłam w to uwierzyć- Musiał cię kosztować fortunę.
- Nie tak dużo mam trochę oszczędności, więc mnie stać. W końcu nie mogłem dać mojej ukochanej byle metal. To ma być znak mojej miłości do ciebie. -Powiedział, trzymiąc moje dłonie. Wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. Czas upływał, a my wciąż siedzieliśmy pochłonięci rozmową. Gdy w końcu spojrzałam na zegar wiszący na ścianie nad bukietem kwiatów przeraziłam się:
- O matko, za godzinę muszę być u Fell’ów, organizują spotkanie, a ja musze pomóc żonie burmistrza. - powiedziałam szykując się do wyjścia.
- Spotkanie?- powiedział ze zdziwioną miną- mam iść z tobą?- Spytał głosem, który znałam od dawna, zawsze starał się nim mnie przekonać.
- Chętnie bym cię ze sobą zabrała, ale to jest spotkanie organizatorów, a ty Ian raczej nie jesteś jednym z nich. Zostań w domu i zrób porządki.- powiedziałam do niego hardym głosem. Jego wyraz twarzy świadczył o tym, że nie zbyt podoba mu się pomysł z robieniem tego co mu kazałam.
- Co takiego organizujecie jeśli można wiedzieć?- Spytał głosem zaciekawionego dziecka.
- No cóż, zbliżają się obchody dnia założycieli, więc organizujemy bal maskowy. Miejsce jeszcze nie jest ustalone, ale będziemy nad tym obradować. Dobrze, ja już lecę. Zrobisz coś dla mnie?- Spytałam . Ian zrobił zdziwioną minę, ale najwyraźniej czekał na pytanie.- Czy mógłbyś nie polować w tych okolicach? Krew możesz zabrać ze szpitala.
- Dobrze, i tak nie miałem najmniejszej ochoty dzisiaj polować. Zrobię zapasy krwi. Miłego dnia kochanie.- Po tych słowach odprowadził mnie do drzwi restauracji i pocałował.- Do zobaczenia wieczorem.- Powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.
Całą drogę do Fell’ów zastanawiałam się, co będzie dalej, jakie niespodzianki szykuje dla mnie los. Gdy weszłam do rezydencji, wszyscy już siedzieli na swoich miejscach.
- O Nina, wreszcie dotarłaś, w takim razie brakuje jeszcze tylko jednej osoby- powiedziała burmistrzowa.
Zdziwiłam się „jeszcze jedna osoba? Przecież są już wszyscy.”
- Dołączy do nas specjalny gość, z finansował cały bal.- Nagle drzwi zaskrzypiały, a w nich stanął mężczyzna. Był wysoki ,włosy miał koloru kasztanowego, a oczy koloru zielonego. Był bardzo blady, na jego ręce widniał pierścień z kamieniem lapis- lazuri. Gdy mężczyzna wyszedł z cienia, zamarłam, to był Paul, mój zabójca. Gdy zauważył mnie uśmiechnął się i powiedział:
- Przepraszam za spóźnienie, ale musiałem coś załatwić.- Jego głos powodował, że cała odrętwiałam.
Przez całe spotkanie, Paul patrzył się w moją stronę. Było mi strasznie ciężko przebywać w jednym pomieszczeniu razem z nim. Gdy w końcu spotkanie dobiegło końca, czym prędzej wyszłam z rezydencji . Wiedziałam, że musze jak najszybciej stamtąd uciec. Bez chwili namysłu, wsiadłam do samochodu i ruszyłam w ciemność nocy. Byłam przerażona, Paul mógł w każdej chwili znaleźć się koło mnie. Nagle coś w moim aucie zaczęło się psuć. Musiałam zahamować i wysiąść. W pewnym momencie obok mnie znalazł się Paul, był cały we krwi.
- Czemu ode mnie uciekasz? Przecież jesteśmy sobie pisani.- Powiedział po czym nagle westchnął- Ian, czy ty nigdy nie nauczysz się nie przeszkadzać?
Nagle pomiędzy mną a NIM staną Ian, odsunął mnie od niego i skrył za sobą.
- Czego ty chcesz od Niny?- Spytał wściekłym głosem.
- Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć… zemsty, braciszku.- Po tych słowach zniknął w ciemnościach lasu.
 

 

Ocknęłam się w sypialni, sądząc po wyglądzie należała do Iana, bardzo lubił ciemne pokoje.
- Nareszcie, myślałem, że już się nie ockniesz. Wiesz ile byłaś nie przytomna… PÓŁ GODZINY!! Już myślałem, że umarłaś.- Odpowiedział. Cicho krzyknęłam:
- Ty idioto, omal przez ciebie nie dostałam zawału. Nie funduj mi już takich pobudek. – Powiedziałam i wstałam. – Wszystko mnie strasznie boli i te głosy w mojej głowie. NIECH KTOŚ JE WYŁĄCZY!!!- Krzyknęłam. Ian podbiegł do mnie i powiedział:
- Nina spokojnie to tylko okres przejściowy, chociaż u innych nastąpił 2 godziny po przebudzeniu. Za jakieś pół godziny głosy ucichną i nic ciebie nie będzie bolało, no prawie nic prócz gardła spragnionego krwi. - Pokazał mi naszyjnik- proszę nos go, jest zaczarowany. Dzięki niemu będziesz mogła wychodzić na słońce… a bym zapomniał nie dotykaj werbeny. Strasznie parzy. To co masz ochotę na śniadanko?- Spytał jak gdyby nigdy nic.
- Aaa… tak zrób mi naleśniki. Musze go teraz założyć?- Spytałam.
- Będzie lepiej jeśli założysz go teraz. Nie wiemy kiedy dokładnie będziesz płonęła na słońcu. A bym zapomniał… nigdy go nie zdejmuj. No chodź do kuchni.- Pociągnął mnie za rękę.
- Czyli bez naszyjnika nie mogę wychodzić na słońce, dobra.- Usiadłam przy stole. Ian w szybkim tempie zaserwował danie. Naleśniki były znakomite.
- No talerz pusty. Chodź zapolujemy.- Powiedział z uśmieszkiem. Zdębiałam.
- Przecież jest dzień. Nie możemy polować teraz, przecież mogą na zdemaskować.- Mój głos przesiąknięty był strachem. Natomiast Ian jak gdyby nigdy nic powiedział:
- Pojedziemy do opuszczonego rezerwatu , jest tam wystarczająco dużo zwierząt. Ludzie się tam nie zapuszczają.- Starał się mnie uspokoić.
- Jak to „ludzie się tam nie zapuszczają”- starałam się naśladować jego ton głosu, jednak zbytni mi to nie wychodziło.- Co takiego się tam znajduje?
- Jeśli chcesz wiedzieć to… grizli, pumy i takie tam rozwścieczone zwierzęta. Ludzie maja z nimi problem, więc zamknęli te część rezerwatu. Mamy całe mnóstwo zwierząt do opróżnienia.-Zażartował.- No chodź, bo pragnienie sięgnie zenitu.
- Dobrze tylko najpierw chciałabym pójść w jedno miejsce.- Powiedziałam.
Moja odpowiedź nie zbyt przypadła mu do gustu:
- Nina, nie możemy lekceważyć takiego zagrożenia. Musisz napić się krwi.- W końcu się zgodziłam. Przy wejściu do opuszczonej części rezerwatu stał człowiek, najwyraźniej próbował otworzyć wejście. Jego zapach dotarł do nas. Woń była zbyt kusząca, zbyt smakowita żeby ją zlekceważyć. Pragnienie sięgnęło zenitu. Bez chwili namysłu pobiegłam w stronę mojej ofiary. Zanim Ian zdążył chwycić mnie za rękę, z zawrotną szybkością rzuciłam się na człowieka. Jego krew przyjemnie koiła spierzchnione gardło. Ofiara szamotała się przez chwilę. Parę sekund później rzuciłam martwe ciało na bok.
Ian przyglądał się całemu zdarzeniu krzywiąc się na widok mojej zakrwawionej twarzy.
- Ian… ja nie chciałam zaatakować tego człowieka… to było silniejsze ode mnie… ja…- przerwał mi Ian biorąc mnie w ramiona. Wtuliłam się w jego ciało i zaczęłam płakać.
- Ciii… spokojnie, Nina nie mam ci tego za złe pragnienie ciężko pokonać. Nawet doświadczony wampir ma problemy. Ten człowiek znalazł się o zlej porze i złym miejscu.- Zaczął mną kołysać żebym się uspokoiła.- Chodź musimy usunąć ciało. Przenieśmy je do rezerwatu, niech myślą, że to zwierzęta.- Puścił mnie i oboje przenieśliśmy ciało do rezerwatu.
Wieczorem zakończył się całkowicie okres przejścia. Ten dzień był wyjątkowo trudnym i męczącym dniem. Ian tulił mnie do snu.
- Śpij miałaś za sobą długi dzień. Śpij, jak jutro się obudzisz będę obok ciebie.- Ucałował mnie w czoło, poczym zaczął mną kołysać.- Dobranoc, moja kochana.
-Dobranoc- odpowiedziałam poczym utonęłam w rzece snu.
Następnego dnia obudziłam się wyjątkowo wcześnie. Obróciłam się na drugi bok i spostrzegłam, że Ian chrapał koło mnie. Nie chcąc go obudzić zeszłam po cichu z łóżka i na palcach poszłam do łazienki. Gdy już myślałam, że udało mi się Ian otworzył oczy i w błyskawicznym tempie znalazł się koło mnie.
- Dzień dobry, chciałaś się tak wymknąć bez przywitania?- Powiedział żartobliwie poczym objął mnie w pasie i pocałował.
- Dzień dobry.- Odpowiedziałam mu gdy w końcu wypuścił mnie z objęć- Musze się przebrać, a ty za ten czas pościel łóżko- Powiedziałam ze złośliwym uśmieszkiem.
- Oj… czemu? Jest tak wcześnie, chodźmy jeszcze trochę pospać.-powiedział rozleniwionym głosem.
- O nie, ja już nie idę spać. Jak chcesz to leż dalej, ja natomiast idę się przebrać.- ruszyłam w stronę łazienki, on natomiast znów położył się do łóżka.
Po niespełna godzinie przyszłam do sypialni. Ian dalej chrapał przykryty poszewką
- WSTAJEMY ŚPIOSZKU!!!!-krzyknęłam do niego. Nie zareagował.- Wstawaj bo użyje drastycznych środków!- I to nie poskutkowało, więc wzięłam wiadro pełne lodowatej wody i oblałam go. Ian podskoczył.
- ZIMNO, ZIMNO!!!!- Krzyknął. Zaczęłam się śmiać.- Czemu to zrobiłaś?
- Uprzedzałam, że użyje drastycznych środków. Nie chciałeś wstać, to teraz wysuszysz materac na łóżku. No szybko, szybko. Ja natomiast zrobię śniadanie.- Powiedziałam wesoło się śmiejąc.
- Niezły poranek nie ma co.- Powiedział zaspanym głosem. Po śniadaniu postanowiłam pojechać do sklepu, lecz Ian zatrzymał mnie na chwilę.
- Może na obiad pójdziemy do restauracji co?- Spytał.
- Aaa… dobrze czemu nie.-odpowiedziałam zdziwionym głosem
- To do 13-tej-powiedział ruszając w stronę wyjścia
- Hej, a ty dokąd?- spytałam zdziwionym głosem
-Musze coś załatwić na mieście-powiedział wychodząc.
Weszłam do restauracji nie wiedząc co mnie czeka. Ian już tam na mnie czekał. Podeszłam do stolika.
- Witaj-powiedział przytulając mnie-usiądź- wskazał na wolne miejsce- proszę, to dla ciebie- podał mi kwiaty
- Dziękuje są przepiękne-powiedziałam do niego. Ian dziwnie się zachowywał był bardzo spięty- Ian, czy coś się stało?- spytałam. Podszedł do mnie i uklęknął na jedno kolano. Po czym powiedział wyciągając pudełeczko
-Nino Dobriev, przysięgam kochać cię do końca naszego istnienia, czy będziesz tak miła i zostaniesz moją żoną?...
Ciąg dalszy nastąpi…
 

 

Czułam się tak jakby ktoś wyssał moją duszę. Ocknęłam się jakby w innym wymiarze wszystko było pokryte mgłą, świat był czarno biały. Za horyzontem ujrzałam swoich rodziców pobiegłam do nich mówiąc:
- Mamo, tato to ja Nina!!!- Zawołałam z uśmiechem na twarzy.
- Nina skarbie jak tu się znalazłaś, przecież to jest miejsce przejścia?- Spytała mama.
- Ja chyba… chyba umarłam. - Powiedziała Nina ze smutkiem w głosie.
- Nie córeczko, nie umarłaś. To jest tylko chwilowa faza, myślisz, że nie żyjesz a tak na prawdę wrócisz do życia. Za jakieś 10 minut ockniesz się tam na ziemi, nie tu gdzie żyją umarli. Widzisz nas po raz ostatni. Może kiedyś się spotkamy, chociaż to nie możliwe tym co się stajesz nie trafisz do nieba. Jeśli kiedy kol wiek ktoś cię zabije, będziesz błądzić pomiędzy wymiarami.- Odpowiedział ojciec.
Przed ostatnie zdanie mnie za ciekawiło. Spytałam:
- Chwileczkę, co to miało znaczyć, tym czym się stajesz? Staje się czym?- Spytałam ze strachem w głosie.
Matka odpowiedziała głosem osoby skazanej na Śmierć:
- Córeczko ty… ty stajesz się wampirem.
- Ale jak to możliwe?- Przed oczami stanęła mi scena Paul’a podającego ranę ze swoja krwią do moich ust.- Paul nakarmił mnie swoją krwią, a potem zabił.
- Tak córeczko, masz rację, ja i twój ojciec musimy już iść, czas na nas. Natomiast ty za chwileczkę się ockniesz i będziesz żyła. Do zobaczenia w twoich snach.- Dokończyła zdanie i obydwoje znikli w ciemnościach otchłani.
 

 

Ocknęłam się w ciemnym pokoju, okna były zbite deskami. Leżałam prosto ,wokół mnie było mnóstwo starych i podartych książek. Moje ręce i nogi były związane grubym sznurem. Czułam ból promieniujący po całym ciele, wiedziałam, że musze cos zrobić, jakoś się wydostać, lecz było to niemożliwe. Nagle drzwi zaskrzypiały, w pokoju pojawił się mężczyzna, o skórze białej jak śnieg. Trzymał w ręku kubek, przez ten cały czas uśmiechał się do mnie. W pewnym momencie z prędkością dla normalnego człowieka niemożliwą stanął przede mną i powiedział:
- Witaj Nino.- Gdy to powiedział zaczął mnie rozwiązywać. Kontynuował- Chodź, myślę, że twoje nogi są w stanie dojść do drzwi. Czeka nas mały spacerek.- powiedział zadziornie się uśmiechając.
Stanęłam, lecz moje nogi odmówiły posłuszeństwa i upadłam na ziemię. Pomógł mi wstać.
- No chyba daleko nie zajdę. Dokąd mnie zabierasz?- Spytałam wręcz błagalnym głosem.
- Na pewno już tam byłaś, no może nie w środku, ale przechodziłaś tam tędy.
- Chodzi ci o mauzoleum?- Spytałam.
- Tak, trafiłaś w dziesiątkę. Myślę, że mój szef mnie pochwali za to, że cię odnalazłem.
- Jaki szef? Kim ty jesteś i skąd mnie znasz?
- Jak dotrzemy na miejsce to się dowiesz, a teraz wskakuj mi na plecy.- Powiedział poczym kucnął żebym mogła wskoczyć mu na plecy. Ruszył z taką prędkością, że ledwo trzymałam się jego szyi. Nie minęła minuta a już byliśmy przy mauzoleum. Porywacz rzekł do szefa:
- Oto ona tak jak prosiłeś, nie draśnięta. Jestem wolny?- Spytał.
- Tak- Podał mu drewniany kołek. I spojrzał mu głęboko w oczy.- A teraz weź ten kołek i wbij go sobie w serce.
On bez wahania go wziął i wbił sobie w serce. Z jego ust wydarł się krzyk i padł martwy na ziemię. Mężczyzna przemówił:
- Nina, witam w moich skromnych progach.- powiedział wesoło.
- Kim ty jesteś?- Spytałam szorstkim głosem.
- Jestem Paul, Ian o mnie nie wspominał? Jestem jego bratem.
- Nie, powiedział, że jego brat zginął. Kim ty jesteś?- Spytałam z naciskiem.
- Hmmm… no dobrze i tak długo nie pożyjesz jako człowiek, jestem wampirem.
- To niemożliwe, wampiry nie istnieją.- Byłam w szoku, te zabójstwo, ataki… to była sprawka wampirów nie zwierząt.
- Ależ istnieją. Nie jesteśmy tacy jak w legendach, możemy chodzić po słońcu, ale tylko jeśli mamy kamień wiedźm w biżuterii, jeśli go tam nie ma to płoniemy. Żywimy się ludzką krwią.- Przeraziłam się.- Ale spokojnie na razie cię nie zabiję, zrobię to na oczach mojego braciszka… o albo jeszcze lepiej zmienię cię w wampira. Skoro nic o nas nie wiesz, sądzę że mój braciszek nie powiedział ci, że jest wampirem, pewnie chciał cię ochronić przede mną. No cóż jak widać nie udało mu się. Wysłałem wiadomość do mojego braciszka z treścią „jeśli jeszcze chcesz ujrzeć Ninę żywą, rodzinnego mauzoleum o północy. Przyjdź sam w przeciwnym razie Nina stanie się moją kolacją.” I jak ci się podoba?
- Dlaczego chcesz uprzykrzyć mu życie? Co ci takiego zrobił?- Spytałam.
- Pięćset lat temu ja i mój brat poznaliśmy pewną dziewczynę, Lexy była bardzo ładna zakochałem się, lecz nie tylko ja. Mojemu bratu również się spodobała. Pewnego wieczora spacerowałem po ogrodzie, gdy ujrzałem ją wypadającą z okna sypialni brata. Spadła na chodnik, dobiegłem do niej za późno by jej jakoś pomóc. Wiem, że to wina Iana, że to on ją popchnął.- w jego glosie słychać było ból. Spytałam:
- Widziałeś, że to Ian popchnął ją wtedy? Na pewno to był on?
- Nie jestem pewien, ale to z jego okna spadła. Dziś mi za to zapłaci.
Paul przywiązał mnie do kolumny przy wejściu. Wybiła północ. Porywacz stanął przy ognisku i rozglądał się dookoła. Ze strony cmentarza ujrzałam Iana, był bardzo rozgniewany. Paul uśmiechnął się i powiedział:
- Musisz ją bardzo kochać skoro jednak odważyłeś się przyjść.
- Tak, bardzo ja kocham. Chciałem ułożyć z nią sobie życie, a ty próbujesz mi ją odebrać.- powiedział to z bólem w głosie.
Nagle Paul podbiegł do Iana i rzucił nim o ścianę mauzoleum.
- Teraz patrz jak ginie… albo mam lepszy pomysł patrz jak zmieniam ją w wampira.
- NIE!!!- Krzyknął Ian, lecz nie mógł nic zrobić, Paul złamał mu kości. Porywacz podszedł do mnie rozciął sobie skórę swoimi ostrymi jak brzytwy zębami i przyłożył mi ranę do ust. Nie miałam wyboru musiałam pić jego krew. W końcu oderwał rękę. Lecz tym razem ugryzł mnie w szyję. Usłyszałam Iana usiłującego wstać, lecz nie potrafił. Paul wypił całą moją krew padłam martwa…
Ciąg dalszy nastąpi…
  • awatar Delenowiczka: o jej to było świetne świetny blog wpadnij do mnie jak będe miała 2 rozdział
  • awatar nowa<3: o genialne:)zamiana ról:0teraz to ian jest dobry a nie paul:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

…Rząd starych drzew prowadził mnie do szkoły. Dotarłam do sali gimnastycznej, która była już przygotowana na piątkowy bal. Miałam na sobie sukienkę balową. Nagle spostrzegłam, że przede mną stoi mężczyzna ubrany w czarny garnitur. Muzyka zaczęła grać, a on zaprosił mnie do tańca. Po krótkiej chwili człowiek chwycił mnie z całej siły za rękę i złamał ją. Ból był przerażający. Gdy już miał łamać mi drugą coś zdezorientowało go. Pobiegł w stronę drzwi i … obudziłam się. Była 7: 30 za trzydzieści minut zaczynały się lekcje. Szybko się przebrałam i pobiegłam na dół. Ciocia Meredith dała mi pieniądze żebym sobie kupiła coś do jedzenia. Biegłam do szkoły, na szczęście zdążyłam na czas. Przed klasą stały już Kathrina i Caroline.
- Nina, cześć!! Co, dzisiaj się zaspało?- Zapytała żartobliwie Caroline.- No jak minął ci wieczór?
- A szkoda mówić przyszłam do domu o jedenastej i ciocia Meredith o mało nie dostała zawału prze ze mnie.- Powiedziałam omijając spotkanie z mężczyzną . Lecz Kathrine nagle przemówiła:
- Słyszałaś o zabójstwie? Wczoraj zostawiłyśmy cię w tym miejscu. Byłaś tam? Tylko nie mów, że nie poszłaś do domu…- Przerwałam jej.
- Kathrine wiem o zabójstwie i tak byłam tam, właściwie wróciłam w to miejsce… - Caroline mi przerwała.
- Czyli wróciłaś tam. Po co? Przecież niczego nie zapomniałaś. Co się stało?- Spytała Caroline.
- Powiem wam tyle… usłyszałam krzyk. Resztę może wam opowiem później, bo idzie pan Smallwood. –Dokończyłam i chwile potem przyszedł nauczyciel.
- Dzień dobry, jak tam po wakacjach?- Spytał . Wszyscy weszliśmy do klasy.
Godzinę później miałam pierwszą fizykę. W drodze do klasy natknęłam się na swojego brata miał podbite oko. Zatrzymałam go i powiedziałam:
- Co to ma być.- Wskazałam na fioletowe oko.- Znowu wdałeś się w bójkę.
- Dobra siostra, spadaj idę na lekcje.- powiedział i popchnął mnie.
-Pogadamy w domu i na pewno powiem ciotce.-Ostrzegłam go. Po tej rozmowie poszłam do łazienki. Gdy wyszłam z łazienki zderzyłam się z chłopakiem i przewróciłam się. On powiedział:
-Bardzo przepraszam nie widziałem cię. Hej znam cię byłaś na rozpoczęciu roku, jestem Ian.- wyciągnął rękę. Uścisnęłam ją i powiedziałam:
- Nic nie szkodzi, jestem Nina.- odpowiedziałam.
- Chodź zapraszam na lunch. Ja stawiam.- Powiedział to z zadziornym uśmiechem.
- Mamy wagarować? Dopiero drugi dzień nauki.- Powiedziałam burząc się.
- Chyba możesz raz zaszaleć to tylko fizyka, a potem mamy tylko 2 w-fy i dwa angielskie, czyli łatwizna. Jakby co to mogę dać ci korepetycje, ale myślę, że nie jesteś osłem jeśli chodzi o te przedmioty?- Powiedział jak zwykle żartobliwie.- To idziesz czy mam cię wziąć na ramię?
- O nie Ian, nie idziemy na wagary!- Powiedziałam donośnym głosem.
- Hmm… w takim razie nie mam wyboru…- Nim się spostrzegłam przerzucił mnie przez ramię. I ruszył przed siebie. Był wyjątkowo silny.
- Dobra wygrałeś tylko postaw mnie na ziemię!- Odpowiedziałam na jego pytanie. Postawił mnie i poszliśmy do pobliskiej kawiarenki. Spędziliśmy razem cały dzień, gdy w końcu wyszliśmy z kawiarenki była siedemnasta. Zaproponował spacer. Ja nie wiedząc czemu zgodziłam się. Siedzieliśmy na ławce w parku i rozmawialiśmy dosyć długo. Spojrzałam na zegarek:
- O matko, już dwudziesta! Przepraszam, ale muszę już iść. Napisałam cioci, że wrócę kwadrans po dwudziestej!- Wstałam i on również.
- A może odprowadzę cię, w tych okolicach podobno czai się zabójca. Będę spokojnie spał wiedząc, że jesteś bezpieczna w domu.
- Aaa...spoko nie ma problemu.- Po tych słowach ruszyliśmy w stronę domu. Do domu szliśmy w milczeniu. Przy drzwiach chwile odczekał i … pocałował mnie w policzek.
- Do zobaczenia jutro.- Pomachał do mnie i nagle zniknął. Byłam trochę oszołomiona. Poszłam do swojego pokoju. Byłam tak strasznie zmęczona, że zasnęłam.
Następnego dnia szłam do szkoły inną drogą , przez cmentarz. W drodze potknęłam się. Rozcięłam sobie skórę prętem wystającym z ziemi. „ Ale to piekielnie boli!” krzyczałam w myślach, nagle wokół mnie pojawiła się mgła, zza drzew wyszła postać, był to chłopak, o skórze bladej jak śnieg. Był bardzo przystojny.
- Może pomóc?- Zaoferował pomoc.
- N-nie nie trzeba poradzę sobie.- Nagle jak gdyby nigdy nic w pewnym momencie zaatakował mnie. Rzucił mną o drzewo. Złamałam nogę. Zaczęłam krzyczeć, lecz miałam zbyt mało siły żeby ktokolwiek mnie usłyszał. Podbiegł do mnie i ugryzł. Ból był przerażający, czułam przeszywający moje ciało dreszcz, chłopak zaczął pić moją krew! Po paru minutach przestawałam się rzucać, czułam się tak jakby ktoś wysysał mi duszę. Po chwili za mgłą ujrzałam Iana, który rozerwał chłopaka na dwie części. Był to straszny widok. Podbiegł do mnie i zaczął mówić:
- Nina, słyszysz mnie. Otwórz oczy.- otworzyłam je i powiedziałam.
- To był…- po chwili mój głos zabrzmiał tak jakby się uwolnił i krzyknęłam-WAMPIR!!!!
W oczach Iana zobaczyłam przerażenie, najwyraźniej wolał żebym nie wiedziała kim był owy chłopak. Odpowiedział spokojnie:
- Nina spokojnie już go nie ma. Zawiozę cię do szpitala.- Usłyszałam ostatnie słowo i po chwili zemdlałam.
Ocknęłam się w szpitalu. Na korytarzu zauważyłam Kathrine, Caroline, Jerem’iego i co najdziwniejsze Iana spacerujące go po szpitalnym korytarzu. Miał zatroskaną minę. Ciocia Meredith siedziała przy mnie.
- Nina, słyszysz mnie? – Chciałam odpowiedzieć, ale nie miałam siły. Kiwnęłam głową.-Jak dobrze, że w pobliżu był Ian i uratował cię. Jeszcze chwila i umarła byś.- Po tych słowach ciocia rozpłakała się.
-Cioci nie płacz…- udało mi się wyszeptać.
-Dobrze… idę po pielęgniarkę. Leż sobie spokojnie.- Po tych słowach wyszła.
Rozglądając się po pokoju zauważyłam, że wszyscy śpią, w końcu przesiedzieli przy mnie cały dzień. Nagle przez otwarte okno wpadł do pokoju mężczyzna. Wstrzyknął mi do ręki środki otumaniające.

Ian się obudził. Ciocia Meredith szła do Sali, w której leżała Nina. Jednak gdy tam weszła, doznała szoku i krzyknęła:
- Nina zniknęła!!! Ktoś ją porwał!!..
Ciąg dalszy nastąpi…
  • awatar nowa<3: mega:)teraz to będe bojała się chodzić na cmentarz:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dalszy ciąg…
Zaparło mi dech w piersiach. Był ubrany na czarno, włosy miał koloru czarnego, twarz wydawała się być z marmuru, oczy były koloru szkarłatnego. Wiedziałam, że jedynym wyjściem jest ucieczka, lecz moje nogi „ wrosły do ziemi”. Po chwili znowu przemówił:
- Nie poznajesz mnie, przecież znamy się od dawna… z twoich koszmarów.- Uśmiechnął się zadziornie i ruszył w moją stronę. Wtedy moje nogi oderwały się od ziemi. Bez chwili namysłu pobiegłam przed siebie. Jednak on okazał byś szybszy ode mnie. Stanął przede mną z uśmiechem na twarzy. W końcu krzyknęłam:
- ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!!!- Po ostatnim słowie sięgnęłam po leżący nie daleko kawałek szklanej butelki. Wbiłam mu go w nogę i ruszyłam przed siebie. Nie biegnął za mną, tylko usłyszałam krzyk dochodzący zza moich pleców. Okazało się, że to on krzyczał. Na moich oczach jego serce wyrwał inny mężczyzna. Człowiek odwrócił się w moją stronę chwilę przyglądał się mojej przerażonej twarzy. I nagle z nie wiarygodną prędkością zniknął w ciemnościach nocy. Pobiegłam w stronę domu, gdy przekroczyłam jego próg byłam szczęśliwa. Ciocia Meredith podbiegła do mnie zapłakana i krzyknęła:
- Nina!!- po tych słowach przytuliła mnie i znów powiedziała- Gdzie byłaś, odchodziłam od zmysłów. Zabito kogoś w okolicy „starych dębów”, podobno mężczyźnie wyrwano serce. Błagam powiedz, że nie byłaś tam w tym czasie.
-Ciociu…- Nie umiałam dokończyć, przecież nie mogłam powiedzieć, że tam byłam i że gdyby go nie zabito to ja byłabym ofiarą zabójstwa. Okłamałam ciocię.- … byłam nad jeziorem, a to jest zupełnie w innym kierunku. Przepraszam, że nie dzwoniłam, ale jakoś zamyśliłam się… . Bardzo przepraszam, nie chciałam doprowadzić cię do tego stanu.- Po tych słowach mocniej przytuliłam ciocię.- Gdzie jest Jeremy?
- Spokojnie jest u siebie, rozmawia przez telefon. Chodź zjeść kolację, na pewno jesteś głodna.- Faktycznie głód ściskał mi żołądek. Wraz z ciocią Meredith poszłam do kuchni. Gdy już zjadłam poszłam do łazienki. Paręnaście minut później położyłam się do łóżka i zasnęłam…
 

 

-To był tylko sen, tylko sen…- powtarzałam to sobie w kółko. Wokół mnie panowały „egipskie ciemności” .Nadal ciężko mi było w to uwierzyć. Te kolory, te postacie jeszcze nigdy nic takiego mi się nie przyśniło. Nagle do pokoju wpadła moja ciocia :
-Co się dzieje Nina?!- Przerażona podbiegła do mnie i mnie przytuliła.- Koszmar? Opowiedz mi go może to ci pomoże. -Po paru sekundach zaczęłam opowiadać sen…:
- Byłam na polanie niedaleko chaty drwala, leżałam i patrzyłam w niebo. Właściwie ciociu, nie jestem pewna czy to byłam ja. Nagle pogoda zaczęła się psuć. Rozpętało się piekło… wiatr targał jej włosy a ulewny deszcz zmoczył sukienkę. Pobiegła w stronę chaty drwala. Nagle coś ukłuło ja w odkryty bark. Zaczęła uciekać, ale to coś było szybsze od niej.- Wzięłam głęboki oddech.- Niemiała szans to coś chwyciło ją i zabiło.- Po tych słowach rozpłakałam się.- Czy mogłam to być ja?
- Nie jestem pewna. Jak byłaś mała śniły ci się rzeczy, które kiedyś miały miejsce. Skarbie wiem, że od śmierci twoich rodziców jest ci bardzo ciężko, ale razem z twoim bratem jakoś sobie poradzimy.- Ciocia jeszcze przez 5 minut tuliła mnie do siebie a potem wypuściła mnie z objęć i powiedziała:
- Spróbuj zasnąć jest druga w nocy.
-Nie wiem czy mi się uda…, ale spróbuje.-Uśmiechnęłam się.
- Dobranoc Nina.-Posłała mi całusa.
- Dobranoc.- Odpowiedziałam. Jeszcze przez chwilę nie umiałam zasnąć miałam dziwne wrażenie, że mój sen jest po części prawdą. Tym razem nic mi się nie śniło. Około szóstej zadzwonił budzik.”No tak dzisiaj pierwszy dzień po wakacjach” pomyślałam. Druga liceum to jednak już nie przelewki. Strasznie ciężko mi było iść do szkoły gdzie wszyscy mi składali kondolencje jedynie moje przyjaciółki zachowywały się normalnie. Gdy zeszłam na dół na śniadanie na stole czekało na mnie śniadanie.
- Dzień dobry Nina, to jak ?gotowa na pierwszy dzień w szkole?
Odpowiedziałam nie zbyt optymistycznie:
-Jasne, nie mogę się doczekać.
Przed pójściem do szkoły odwiedziłam moich rodziców na cmentarzu.”Tak strasznie mi ciężko bez was” pomyślałam i rozpłakałam się. W szkole czekały na mnie Kathrina i Caroline.
- Nina ! Jak się czujesz. Wiesz jak tu było bez ciebie w Denville? Tragicznie! No gadaj jak było na wyspach kanaryjskich?- Caroline była tak podekscytowana, że o mały włos, by zemdlała.
-Nawet było fajnie. - Odpowiedziałam nie zbyt wesoło. Caroline najwyraźniej była z mojej odpowiedzi nie zbyt zadowolona.
- Odpowiadasz tak jakbyś w ogóle nie chciała tego wspominać. Aha, o mało bym nie zapomniałam… jutro mamy próbę przed piątkowym meczem. Mam nadzieję, że nie zapomniałaś kroków?- Spytała żartobliwie.
- Wiesz co ja już raczej nie zbyt mam chęć do bycia chilliderką. Rezygnuję. Chodźmy już na lekcje historii.-Odpowiedziałam i od razu ruszyłam.-Pogadamy później!
Lekcja historii bardzo mi się dłużyła. Po szkole jak zawsze ja, Jeremy i ciocia Meredith szliśmy do restauracji na obiad.
- Ciociu mogę się przejść? Mam telefon i pieniądze. To mogę? Proszę.- Miałam nadzieję, że mój głos nie wydał się zbyt natarczywy.
- Dobrze jeśli chcesz… to idź tylko nie wróć późno.
-Dorze, do zobaczenia.- Odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie. Strasznie mi się nudziło, więc zadzwoniłam do Kathriny i Caroline żebyśmy się spotkały na rynku. Ucieszyły się. Spacerowałyśmy i rozmawiałyśmy o różnych rzeczach. Nastał wieczór. Dziewczyny mieszkały parę przecznic dalej, więc dalszą drogę do domu musiałam pokonać sama. Dzisiejsza noc wydawała się być ciemniejsza niż zwykle. W pewnym momencie usłyszałam krzyk dziewczyny. Pobiegłam w stronę odgłosu. Dobiegał z pobliskiej łąki. Gdy tam dotarłam dziewczyna ledwo żyła. Słabym głosem powiedziała:
-Ratuj się.- Nagle krzyknęła - UCIEKAJ!
Nie zastanawiając się dłużej skryłam się za pobliskim głazem. Nagle wokół dziewczyny rozbłysło światło. Nie daleko niej stał mężczyzna w czerni. Miał zakrwawione ubranie. Zbliżył się do dziewczyny z prędkością światła. Zaczął ją gryźć. Po paru minutach dziewczyna wyzionęła ducha. Tajemniczy mężczyzna rzucił martwe ciało na bok i zniknął w ciemnościach lasu… Przerażona zadzwoniłam na policję. Po przeglądzie ciała okazało się, że jest bez kropli krwi. Wracałam do domu skrótem. Gdy byłam w okolicy lasu” starych dębów” nagle coś przebiegło tuż koło mnie. Przerażona odwróciłam się. Za mną stał mężczyzna , która zabił tamtą dziewczynę. Przemówił do mnie aksamitnym barytonem:
- Witaj, Nino.- Powiedziawszy to grunt pod moimi nogami zachwiał się……..
Ciąg dalszy nastąpi………
  • awatar nowa<3: super:)co to był za sen:)dobrze że ja nie mam takich koszmarów bo bym nie wiem co zrobiła:)super piszesz,fajnie opisujesz emocję tej dziewczyny:)
  • awatar Justysia15: pisałam tę historię na blogu www.nina-i-ian.blog.onet.pl ale niestety onet usunął mi e-mail więc nie mogę go kontynuować tam. Więc będzie tutaj ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wesołych świąt !!!